Pieczenie

Pieczenie – chata Magóry, Beskid Sądecki, 22 – 23.11.2014

kot

Pieczenie – mój ulubiony kolibowy wyjazd. Chodzimy po górach, jest dużo jedzenia i świetne towarzystwo.

W tym roku zawitaliśmy w Chatce na Magórach 22 listopada, w sobotnie popołudnie. W moje urodziny. Powiem Wam, że fajnie spędza się urodziny w kolibowym gronie. Mimo, że w pierwotnych planach mieliśmy jechać tam stopem, zdecydowaliśmy się na autobus z resztą grupy. Z jedną różnicą: część szła z Rytra (5h), część szła z Piwnicznej (2h). Ja byłam w tej drugiej grupie razem z Kasią, Marcinem, Asią, Basią, Weroniką, Filipem i Olafem.

Oczywiście zaraz po opuszczeniu autobusu zawitaliśmy do sklepu spożywczego. Po zjedzeniu drożdżówki/batona udaliśmy się w niezwykle męczącą podróż pod górę, a celem miała być niewielka chatka z piekarnikiem.

Tutaj należy wspomnieć o co chodzi w tym całym „pieczeniu”. To rajd z tradycjami, organizowany od wielu lat, temu co go wymyślił kiedyś upiekę ciasto. Jest to swego rodzaju górski Masterchef, a nagrodą w nim są unikalne gadżety kuchenne, niezbędne w każdej studenckiej i nie tylko kuchni. Raz do roku wynosimy w plecakach składniki na ciasta; przeróżne przekładańce, tarty, torty, ciasta ucierane i gniecione, mieszane mikserem i łyżką. Jakie to będzie ciasto nieważne, ważne jest to, że jest pieczone na miejscu, w schronisku, a przy dźwiękach gitary i śpiewów zawsze się udaje.

Podczas wędrówki poznaliśmy jak to jest kiedy lód z drzew wpada za koszulę, jak się idzie po drewnianych  schodach (mimo, że nie wiem po co ktoś je tam zbudował), jak się „zażywa batona”. I z jaką radością dociera się do chaty myśląc: „a ci z Rytra pewnie dopiero w połowie drogi”. Podczas drogi towarzyszył nam pies, chcieliśmy go przegonić, ale patrzył na nas takimi maślanymi oczami. Bał się tylko Filipa i już myśleliśmy, że wrócił do domu, kiedy spotkaliśmy go przed chatą. W progu powitał nas Rege, ubijający jajka na jedyne w swoim rodzaju ciasto marchewkowe. Potem dopiero się okazało, że aż trzy zespoły wpadły na to, żeby zrobić podobne.

Po rozłożeniu rzeczy i zjedzeniu obiadów, bo przecież ciasta to tylko deser, pierwsze zespoły zabrały się do pracy. A kolejka do piekarnika była naprawdę spora. Musieliśmy przesunąć termin obrad o 2 godziny. Dwuosobowych zespołów, jak i ciast było (chyba) 10. Każde inne – każde niepowtarzalne

Rege i Ania – ciasto marchewkowe z logiem koliby i białą czekoladą i migdałami

Adrian i Monika – ciasto marchewkowe z polewą z serka i pięknym, unikatowym rysunkiem

Filip i Weronika – ciasto marchewkowe z serkiem, pięknie udekorowane orzechami

Asia i Basia – ciasto czekoladowe z gruszkami i budyniem

Kasia i Marcin – kakaowy przekładaniec ze śmietaną i malinami

Olaf i Aga – brownie z białej czekolady z migdałami

Bartek i Dorotka – tarta z mascarpone i owocami

Sławek i Jagoda – ciasto, miało chyba czekoladę i jakieś owoce.

Niestety Karina z Wojtkiem nie zdecydowali się zrobić ciasta fasolowego, bo nie mieli miksera. A szkoda.

Karina, my pamiętamy, że miałaś przynieść to ciasto na kolibę!!!

Pieczenie trwało w sumie do 22. Jurorzy: Hawker, Biedronka, Justi i Siewca, udali się na burzliwe obrady, którym nie było końca. A my siedzieliśmy pod drzwiami pokoju chatkowego z talerzami i sztućcami w dłoni. Byli nieprzekupni lub dawaliśmy im za mało. Adrian, potwierdzasz? Po długim czasie oczekiwania, wyszli niosąc w pół zjedzone ciasta – ja wiem, że chcieli zjeść wszystkie ale nie mogli – i ogłosili następujący werdykt:

3 miejsce – Olaf i Aga

2 miejsce – Basia i Asia

1 miejsce – ku (nie) zaskoczeniu przybyłych gości – Kasia i Marcin.

Zwycięzcy dostali unikatowe prezenty, a wszyscy uczestnicy prezent pocieszenia w postaci foremki na muffinkę.

Następnie odbyła się degustacja wszystkich ciast, granie i śpiewanie. I śpiewanie hymnu. Jagoda, Sławek i Karina zostali oficjalnie członkami Hawiarskiej Koliby.

Graliśmy i śpiewaliśmy do świtu – ostatni kolibowicze zebrali się do snu, kiedy na zewnątrz było już jasno.

Pieczenie to zdecydowanie jeden z lepszych wyjazdów sezonu zimowego. My już mamy pomysł na kolejne ciasto, a Wy?

P.S. Kot z Magóry chyba też chciałby być ciastem. Ale może w przyszłym roku.

 

Relację sporządziła: Aga Schwenk

Dodaj komentarz