Islandia 2021

POLOWANIE NA ZORZĘ

SZLAKIEM GORĄCYCH ŹRÓDEŁ

IMG_4847

Rumunia zaostrzyła nasze apetyty na zagraniczne wojaże i postanowiliśmy iść za ciosem. Decyzja o kupnie biletów została podjęta błyskawicznie, wystarczyło tylko spakować bagaż dla 4 osób w jedną walizkę, zaliczyć jeden z najbardziej stresujących testów – test covidowy – i mogliśmy lecieć ku przygodzie. Na lotnisku w Keflaviku wylądowaliśmy wieczorem 18 października, odebraliśmy z wypożyczalni naszą Dacię Duster do zadań specjalnych i ruszyliśmy. W pierwszej kolejności na poszukiwania miejsca na namioty, bo według czasu lokalnego było już późno, a według polskiego – jeszcze później.

IMG_20211019_083946

Początek wyjazdu - jeszcze można zidentyfikować kolor samochodu

Początek wyjazdu – jeszcze można zidentyfikować kolor samochodu

Pierwsze dwa dni spędziliśmy na zwiedzaniu atrakcji w promieniu ok. 100 km od Reykjaviku. Jest to najbardziej cywilizowana i uczęszczana przez turystów część kraju, jednak chcąc zobaczyć np. jedyny aktywny gejzer, Strokkur, trzeba przymknąć oko na obecność autokarów z wycieczkami. My gejzer odwiedziliśmy dwa razy – rano i wieczorem – i zrodziła nam się pewna teoria. Wieczorem zaobserwowaliśmy jedynie mało spektakularne „psyknięcia” obłokami pary, natomiast rano Strokkur zademonstrował nam pełnię swoich możliwości. Jaki z tego wniosek? GEJZERY WYŁĄCZA SIĘ NA NOC! :D

 

Zwiedzaliśmy jak szaleni wodospady, kratery, odwiedziliśmy położony na styku dwóch płyt tektonicznych Park Narodowy Þingvellir, muzeum geotermii i pole geotermalne Nesjavellir.

Wodospad Gulfoss

Wodospad Gulfoss

Krater Kerið

Krater Kerið

Jednak co najważniejsze, odbyliśmy krótki trekking (ok. 3,5 km) malowniczą doliną Reykjadalur, zwieńczony kąpielą w gorącej rzece. Było to doświadczenie tak błogie i przyjemne, że od razu wiedzieliśmy, że nasza dalsza podróż musi przebiegać szlakiem gorących źródeł ;) Na początku trochę przerażała nas wizja konieczności wyjścia z cieplutkiej wody na mroźne powietrze, ale szybko okazało się, że wcale nie jest to takie straszne, a czasem wręcz przyjemne (a umiejetność szybkiego ubierania się w każdych warunkach opanowaliśmy do perfekcji :) ). A propos mroźnego powietrza – pogoda! Chyba niebiosa chciały wynagrodzić nam rumuński Armageddon. Czy było zimno? – Tak. Czy wiało? – Wiało, czasem nawet bardzo mocno. Ale niemal przez cały czas towarzyszyło nam słońce, a w najbardziej deszczowym miesiącu na Islandii, którym jest właśnie październik, padało nam tylko dwa razy. W nocy. Nawet nie mieliśmy okazji wyciągnąć peleryn, a nową sobie kupiłam!

Trekking doliną Reykjadalur

Trekking doliną Reykjadalur

Kąpiel w gorącej rzece

Kąpiel w gorącej rzece

System suszenia ubrań w samochodzie - prawdziwie inżynierska robota!

System suszenia ubrań w samochodzie – prawdziwie inżynierska robota!

Dalej kierowaliśmy się na północ. Objechaliśmy wokół cały półwysep Snæfellsnes, który nazywany jest Islandią w miniaturze ze względu na kumulację wszelkich atrakcji na stosunkowo niewielkim obszarze. Na plaży Ytri Tunga mogliśmy zaobserwować wylegującą się kolonię fok oraz kawałek wieloryba, który planował tu raczej dłuższy postój. Naszą uwagę przykuło również źródło opisane na mapach Google jako „fontanna wody pitnej” Rauðamelsölkelda (ach te islandzkie nazwy). Na miejscu ujrzeliśmy intensywnie bulgoczącą mofetę, z której można było napić się gazowanej wody mineralnej prosto z ziemi ;) Oczywiście wodospadom, kraterom, kanionom, bazaltowym klifom, latarniom morskim i uroczym wioskom rybackim nie było końca, wiec nie będę Was zamęczać wszystkimi skomplikowanymi nazwami własnymi, które można przeczytać w każdym przewodniku. Dodam jeszcze, że podczas podróży przez Islandię cały czas towarzyszył nam widok pasących się owiec i koni. I tu mała ciekawostka dla koniarzy – konie islandzkie posiadają umiejętność poruszania się dwoma dodatkowymi chodami, töltem i inochodem, które nie występują u innych ras.

W drodze pod wodospad Bjarnafoss

W drodze pod wodospad Bjarnafoss

Urocza wioska rybacka Stykkishólmur z kolorowymi domkami

Urocza wioska rybacka Stykkishólmur z kolorowymi domkami

Zachód słońca z latarnią Öndverðarnes...

Zachód słońca z latarnią Öndverðarnes…

...i wschód księżyca tego samego wieczoru po objechaniu półwyspu

…i wschód księżyca tego samego wieczoru po objechaniu półwyspu

Bardzo kudłate owce, z których wełny robi się bardzo piękne i bardzo drogie islandzkie swetry ;)

Bardzo kudłate owce, z których wełny robi się bardzo piękne i bardzo drogie islandzkie swetry ;)

Bardzo przyjazne islandzkie koniki

Bardzo przyjazne islandzkie koniki

Teraz najważniejsze – to właśnie tutaj upolowaliśmy upolowała nas zorza polarna! Jasno świecący księżyc w pełni utrudniał obserwacje nocnego nieba i nic nie zapowiadało sukcesu. Jak codzień zjedliśmy kolację w namiocie Łukasza i Kasi, a ze względu na wyjątkowo mroźny wieczór odpuściliśmy wieczorną rozgrywkę w makao (na szczęście!), bo każdy chciał szybko znaleźć się w ciepłym śpiworze. Kamila zniknęła już w namiocie, ja poszłam jeszcze po rzeczy do auta i nagle dociera do mnie krzyk Kasi: „ZORZA ZA TOBĄ!”. W tamtym momencie było to dla mnie wyznanie tak abstrakcyjne, że zamarłam bez ruchu powoli analizując co przed chwila usłyszałam. Kolejne słowa „NO ODWRÓĆ SIĘ!!!” przywróciły mnie do rzeczywistości i zmotywowały do wykonania tego karkołomnego manewru. Ku wielkiemu zdumieniu odkryłam, że niewątpliwie jest za mną zorza. Na całe szczęście idealnie rozbiłyśmy z Kamilą namiot i mogłyśmy tego mroźnego wieczoru prowadzić obserwacje prosto ze śpiworka :)

IMG_4796
IMG_4800Półwysep Snæfellsnes pożegnaliśmy kąpielą w gorącym źródle Guðrúnarlaug i ruszyliśmy na Fiordy Zachodnie, które powitały nas… kąpielą w gorącym źródle Drangsnes. Przekonaliśmy się, że gorące źródła dzielą się na takie, które dostarczają doznań podobnych do kąpieli w wannie na świeżym powietrzu oraz takie, które przyrównałabym raczej do sauny. Nie da się w nich wysiedzieć przez dłuższy czas i są tak rozgrzewające, że przerwy na ochładzający spacer po zimnym powietrzu są jak zbawienie. Podczas kąpieli w Krossneslaug próbowaliśmy nawet przetestować chłodzenie w oceanie :)

Źródło Drangsnes

Źródło Drangsnes

Krossneslaug...

Krossneslaug…

...i desperacka próba ochłodzenia w oceanie :D

…i desperacka próba ochłodzenia w oceanie :D

Fiordy Zachodnie są najbardziej dzikim zakątkiem kraju, nie ma tutaj tak rozbudowanej infrastruktury jak na południu, a widok innego samochodu po kilku godzinach jazdy pustą drogą wzbudza niemałą sensację. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie klify Látrabjarg, które latem są miejscem gniazdowania maskonurów. Teraz oczywiście ptaków nie było, ale spacer „o wschodzie słońca” (ok. 10) zielonym urwiskiem był przepiękny i warty każdego kilometra jazdy totalnie dziurawą drogą.

IMG_20211024_102638

Kiedy pojechaliśmy odwiedzić czerwoną plażę Rauðisandur, spotkało nas niemałe zaskoczenie, bo… plaży nie było. Okazało się, że akurat trafiliśmy na apogeum przypływu. Pozwoliło to jednak na zrobienie ciekawych zdjęć ;)

A jaka jest twoja supermoc?

A jaka jest twoja supermoc?

Dynjandi na Fiordach Zachodnich został jednym z moich ulubionych wodospadów

Dynjandi na Fiordach Zachodnich został jednym z moich ulubionych wodospadów

Fiordy Zachodnie są piękne w całej swojej okazałości. Można przemierzać tę magiczną krainę, podziwiać cudowne widoki zmieniające się za oknem samochodu i wypatrywać miejsc, w których chciałby się zatrzymać na chwilę dłużej. Tam, gdzie „nic nie ma”, jest na przykład tak:

IMG_20211023_151032

IMG_20211023_131250
IMG_20211023_123602
Niestety nieubłaganie zbliżał się koniec naszego pobytu w krainie lodu i ognia. Fiordy Zachodnie pożegnaliśmy – a jakże by inaczej – kąpielą w gorącym źródle Reykjafjardarlaug, zamykając tym samym nasz bilans na 7 źródłach. Jeśli uważnie liczyliście, to pewnie zauważyliście, że brakuje jeszcze dwóch. Nie wspomniałam o Hellulaug, z którego nie mamy zdjęć, bo kąpaliśmy się już po ciemku, i o błotnistym ciepłym bajorku nieopodal cmentarza, którego nazwy nie pamiętam. Zajęło ono ostatnie miejsce w naszym rankingu, ale jak widzicie, nasza determinacja sięgała naprawdę daleko :)

Na koniec zostawiliśmy sobie Reykjavik. Miałyśmy z dziewczynami jasno sprecyzowany cel – zakup wspaniałych islandzkich swetrów. Niestety zakończył się on niepowodzeniem, gdyż żaden dostatecznie nie usatysfakcjonował nas pod względem wizualno-cenowym. Jak nic trzeba będzie wrócić spróbować jeszcze raz. Ale to może w lecie, żeby maskonury zobaczyć. Sam Reykjavik natomiast trochę nas rozczarował, gdyż zbyt wiele do zwiedzania tam nie ma, pozbawiony jest również uroku mijanych wcześniej rybackich miasteczek. Mieliśmy za to okazję spożyć hot dogi w budce rozsławionej dzięki temu, że sam Bill Clinton w niej spożywał.

IMG_20211025_143508

Każdy może poczuć się celebrytą

Kalkulacje wykazały, że większość z nas zjadła ponad 2 kg skyru na głowę

Kalkulacje wykazały, że większość z nas zjadła ponad 2 kg skyru na głowę

ISLANDIA W PRAKTYCE

Pieniądze: Walutą jest korona islandzka (ISK), a 1 ISK to ok. 3 grosze. Warto mieć ze sobą jakieś euro lub dolary na czarną godzinę, ale raczej wszędzie jest możliwość płatności kartą.

Transport: Najbardziej optymalne wydaje się wypożyczenie samochodu. Nasza Dacia 4×4 kosztowała nas ok. 1300 zł za cały tydzień razem z ubezpieczeniem. Do tego dochodzą koszty paliwa (ok. 8 zł/l). Bardzo ważne jest aby posiadać kartę płatniczą, gdyż większość stacji benzynowych jest samoobsługowa i jest to jedyna możliwa forma płatności.

Jedzenie: Całe zakupy spożywcze robiliśmy na miejscu. Najtaniej można zaopatrzyć się w sklepie Bonus, gdzie w kasach samoobsługowych jest nawet opcja wyboru języka polskiego :D Bochenek chleba kosztuje ok. 10 zł, makaron czy sos pomidorowy da się kupić w cenach porównywalnych jak w Polsce, Skyr 500g to koszt ok. 12 zł. Bardzo wysokie są ceny mięsa – możemy pochwalić się, że przez tydzień byliśmy wegetarianami ;) Jeśli chodzi o wodę – Islandia posiada pitną kraniczankę.

Zorza: Korzystaliśmy z prognozy aktywności zorzy polarnej na stronie internetowej https://en.vedur.is/weather/forecasts/aurora/, która pokazuje również prognozę zachmurzenia. Jednak przy bezchmurnej pogodzie warto spoglądać w niebo nawet przy niskim stopniu aktywności zorzy, gdyż jak widać również wtedy jest szansa zaobserwowania tego niezwykłego zjawiska.

Środowisko naturalne: Od razu rzuca się w oczy, że Islandia jest krajem bardzo czystym, a Islandczycy dbają o swoje środowisko naturalne. Zdecydowanie powinniśmy brać z nich przykład. Nie uświadczy się tu porozrzucanych śmieci, a śmietniki można niekiedy spotkać nawet pośrodku niczego. Nie powinno być również problemu ze znalezieniem bezpłatnych toalet. Planując wyjazd z namiotem warto zapoznać się z miejscowymi zasadami dotyczącymi biwakowania.

Tym optymistycznym akcentem kończę niniejszą relację. Do zobaczenia na szlaku!

Machającą foczka na do widzenia :)

Machająca foczka na do widzenia :)

 

 

Dodaj komentarz