Wigilia i wybory do Zarządu

Zapraszamy wszystkich do udziału w kołowej wigilii, która odbędzie się dnia 17 grudnia w naszej salce klubowej! Wygląda na to, że zarazem będzie to ostatnie kolibowe spotkanie w tym roku! Parafrazując porzekadło, ze wszystkimi długami oraz takimi różnymi rzeczami należy wyrobić się przed Nowym Rokiem, dlatego jeśli wisicie komuś jakieś miłe życzenia, to nie może Was zabraknąć!

Temu pięknemu wydarzeniu towarzyszyć będą wybory do nowej kadencji Zarządu Hawiarskiej Koliby. Spodziewamy się wizyty Kolibowiczów, którzy nieczęsto na spotkaniach z różnych przyczyn (najczęściej starość) bywają. To jedyne tak niepowtarzalne w skali roku spotkanie kolibowe, nie możesz tego przegapić! Zaczynamy od wyborów, rozpoczęcie głosowania o godzinie 21.00.
Listę kandydujących oraz ogólnie kilka słów więcej o wydarzeniu podejrzeć możecie tutaj:
http://hkoliba.dkonto.pl/phpBB3/viewtopic.php?f=7&t=121

A oto, jak pięknie będzie! Zapraszamy ;)

Tak pięknie będzie!

Tak pięknie będzie!

Barbórka 2014

Jeśli jeszcze nie wiecie, to w dniach 13-14 grudnia odbędzie się XLIX Barbórka Hawiarskiej Koliby, na którą serdecznie Was zapraszamy!

To jedyne w swoim rodzaju spotkanie, w czasie którego można poznać wszystkie pokolenia klubowiczów, począwszy od założycieli Hawiarskiej Koliby (przy jej prawie już 50-letniej historii istnienia!), spędzić wspaniale czas oraz poznać klimat gór w jego najlepszym możliwym wydaniu. O idei Barbórki przeczytać możecie w dziale Rajdy – Barbórka.
Szczegółowe informacje na temat tegorocznego spotkania znajdziecie na forum:
http://hkoliba.dkonto.pl/phpBB3/viewtopic.php?f=12&t=87

DSC_0902
Barbórka 2012, grupowe zdjęcie (choć niektórzy jeszcze śpią…)

O wyjeździe w Bieszczady słów kilka

Wyjazd w Bieszczady już dawno za nami. Jednak zachęcamy Was do zapoznania się z tekstem Adriana i ponownego przeniesienia się w ten urokliwy górski rejon.

 

O wyjeździe w Bieszczady

Listopad przywitał nas piękną pogodą. Temperatury w ogóle nie pasujące do tego miesiąca utrzymywały się dosyć długo, co napawać mogło optymizmem przed nadchodzącym długim weekendem, jaki miał zrodzić się z fuzji Święta Niepodległości ze zwykłym, weekendowym weekendem. Fuzję taką określono już dawno, przyjmując taki a nie inny system pomiaru czasu (kalendarz), niepewna mogła pozostać więc tylko pogoda. Ta – jak się jednak okazało – była nie tylko tak nielistopadowa jak ta z początku listopada (której w oczekiwaniu na wyjazd doświadczaliśmy), ale nawet jeszcze bardziej.

DSC_0873
Widoki z Połoniny Wetlińskiej w kierunku na Połoninę Caryńską.

Część ludzi na wycieczkę udała się już w piątek. Wyjazd z Krakowa o godz. 5 stał się wyjazdem z Krakowa o godzinie 6, bo czasu trochę zajęło „skompletowanie” wszystkich członków załogi. A byli nimi, prócz tekstu tego autora, Krystian, Wojtek oraz Wojtek. Podróż minęła sennie. Obudził nas (łącznie z kierowcą) chyba tak naprawdę dopiero widok Beskidu Niskiego. Przejazd drogą numer 897 dostarczył wielu pozytywnych, wzrokowych oraz sentymentalnych doznań. Komańcza dała nam ostatni bankomat – w zamian przyjęła od niektórych z nas małe co nieco. Auto zostawiliśmy w Łupkowie Nowym, nieopodal zakładu karnego. Miało tam czekać aż do naszego powrotu za kilka dni (i czekało). Na pytanie zadane strażnikowi: „czy jest tu bezpiecznie pozostawić samochód?” prędko dostaliśmy odpowiedź: „a gdzie miałoby być, jak nie pod kryminałem?”.

(Tu zaczyna się górska wędrówka)

Pozostawiwszy auto tam gdzie wspomniano, udaliśmy się na spacer w stronę bardziej głównej drogi, stopa celem złapania. Po wielu jego uprzednich zmianach, ostatecznie plan na dzień zakładał dotarcie do Ustrzyk Górnych i przejście Połoniny Caryńskiej, a następnie zejście z niej do Brzegów (Berehów) Górnych i wejście na Połoninę Wetlińską i na niej – w Chatce Puchatka – zanocowanie. Z uwagi na to, że główna droga była drogą rzadko uczęszczaną, szybko musieliśmy zrewidować nasze plany. Początkowo udało się złapać stopa w 4 facetów. Później musieliśmy się rozdzielić. Wojtek z Krystianem dotarli w miarę zgrabnie do Smereka, tego tekstu autor oraz Wojtek mieli jednak pewne problemy na trasie i zajęło im trochę wydostanie się z Woli Michowej. Spotkali w niej jednak konnego jeźdźcę oraz jego ucznia, którzy poczęstowali ich złotym trunkiem oraz oscypkiem (brązowym – jak mówił konny jeźdźca – wyrabianym wieczorem, gdyż wtedy nie widać, czy do wiadra oprócz mleka nie wpada przypadkiem cosik jeszcze). Oscypki stać musiały się błogosławieństwem, gdyż ze dwie godziny później śmiałkowie stopa (a potem i jeszcze jednego) w końcu złapali. I dotarli do Wetliny.

DSC_0846
Autostop. Pomiędzy Łupkowem a Wolą Michową.


Z Krystianem i Wojtkiem spotkali się na przełęczy Orłowicza (plan zmienił się na takowy – jak najszybsze dotarcie do Chatki Puchatka). Jakiś czas po tym, jak Wojtek zatrzymał się na sikundę, okazało się, że nie posiada on aparatu fotograficznego, który do tej pory dzierżył. A aparat ten własnością jego nie był. Tym oto sposobem Wojtek do Chatki Puchatka dotarł trochę później niż pozostali, gdyż po aparat się wrócił. Nie znalazł go jednak – od tego momentu wiadomo było, że aparat będzie musiał biwakować pod gołym niebem. Jest to jednak historia z happy endem – o czym zaraz. Sama Chatka Puchatka nie zrobiła na autorze tego tekstu pozytywnego wrażenia. Choć był w niej już nie raz (skromny człowiek), to nocował w niej po raz pierwszy. Opiekun tego obiektu w dosyć jawny sposób traktował nocujących tam gości jedynie jako źródło zarobku. Chyba zbytnio przejął się swą rolą oraz swoimi obowiązkami, a na pewno wydawał się być nimi zmęczony. Próbować można także jego brak jakichkolwiek oznak życzliwości wytłumaczyć dużą liczbą turystów odwiedzającą obiekt, ale niech rozstrzygną inni czy chodzi o to, czy o coś innego (dodać należy, że „chatarem” nie był wówczas Lutek Pińczuk). Oczywiście jest to tylko opinia autora (a nie klubu Hawiarska Koliba), a samą Chatkę Puchatka poleca on zobaczyć.

DSC_0872
Chatka Puchatka.

Kolejny dzień przyniósł trochę Słońca oraz odnalezienie aparatu. Wyliczyć można, że niemały odcinek Połoniny Wetlińskiej Wojtek przeszedł w czasie jednego wyjazdu w sumie 5 razy (a całość – rozumianą jako odcinek od Chatki Puchatka do prawie Przełęczy Orłowicza – 3). Niestety, tekst ten (jak chyba zresztą każdy, mający jednego twórcę) pisany jest z perspektywy autora, nie reprezentuje więc pełni pozostałych wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie wyjazdu. Pisząc to, autor ma na myśli m. in. fakt, że nie mógł ująć wszystkich opowiastek z dotarcia w Bieszczady pozostałych osób, które współtworzyły ten wyjazd.

DSC_0883
Wojtek, Adrian i Krystian na Połoninie Caryńskiej.

Tak więc – z Łukaszem, Moniką, Anią, Kariną oraz Bochenem spotkaliśmy się na szlaku nieopodal dwóch dziewczyn, z których jedna zapewne załatwiała swe potrzeby w krzakach. A było to trochę powyżej parkingu w Brzegach Górnych (oni wchodzili, my schodziliśmy). Tego dnia pokonała wspomniana, spotkana przez nas ekipa Połoninę Wetlińską, a my – po dotarciu busem do Ustrzyk i spożyciu w nich posiłku oraz złotego napoju – Połoninę Caryńską. Tak więc znów byliśmy w Brzegach Górnych. Tym razem mieliśmy jednak kluczyki do samochodu Łukasza. Samochodem tym dotarliśmy do miejsca noclegu – Kalnicy. Tam spotkaliśmy Tomka, Jagodę, Agę i Sławka. Wkrótce dotarła do nas ekipa z Wetlińskiej. Na miejscu była też liczna grupa harcerzy, których pozdrawiamy. Udało się złamać barierę ciszy nocnej oraz trochę posiedzieć przy stole.

DSC_0890
Poranek w Kalnicy. Ludzie okupują wspomniany stół.

Kolejny dzień był dniem najdłuższej wędrówki. Czasówka mówiła o 8 godzinach, zrobiło się ich o 1h 40 min więcej. Nocleg w Balnicy wynagrodził nam jednak trudy dnia. Spotkana tam duża ilość ludzi nadała wieczorowi jeszcze lepszy klimat – graliśmy i śpiewaliśmy
z nimi przy ognisku. W Balnicy oczekiwał nas także kwartet: Biedronka, Ewa, Dorotka, Bartek. I z nimi więc połączyliśmy się tamtej pięknej nocy. Niestety, w Kalnicy pozostał Łukasz, który tamtego dnia źle się czuł. Liczne opowieści o ludzkiej stonodze, bajdy
o królewnie i braciach, a także muzyka pewnego grajko-flecisto-gitarzysty sprawiły, że był to pamiętny wieczór. Również i balnicki koń był czynnym uczestnikiem tamtych wydarzeń – atakował udających się w krzaki przechodniów.

DSC_0929
Balnicki koń w natarciu – w swoim żywiole.

Dzień kolejny rozpoczął się niespiesznym zbieraniem się z chatki. 5.5h przejścia do Łupkowa Nowego miało być tylko formalnością. I było, ale w połączeniu z rozpoczęciem przez część osób marszu o godzinie 12 stało się nieco skomplikowane, ze względu na panujące ciemności oraz rychłe nadejście czasu zamknięcia sklepu, w którym to planowano zaopatrzenie się. Te ogromnie trudne problemy zostały jednak pokonane (jak i każde inne), w związku z czym nasi śmiałkowie nie ponieśli śmierci na szlaku. Spotaknie w Łupkowie było szczególne, gdyż stanowiło ostatni nocleg w górach w czasie wyjazdu. Ponowne spotanie Łukasza, a także spotkanie Karoliny-Roliny i Tomka-Siewcy, którzy przyjechali na rowerach, zaowocowało wspaniałą ucztą muzyczno-ogniskową (przy akompaniamencie wilków, które w pobliskich lasach wówczas przebywały). W blasku Księżyca, na boisku do siatkówki rozegrany został mecz piłkarski, w którym przedstawiciele Hawiarskiej Koliby (ci grający boso) pokonali „resztę świata” 9-0. Bramki wyznaczone były za pomocą świecących słupków-czołówek. Gdy w końcu nadeszła noc (w sensie – czas, gdy się śpi), a w schronisku zaczęły płakać dzieci i miejscowy kot zaczął łasić się do twarzy usiłujących zasnąć, w głowach uczestników wycieczki mogły pojawić się myśli, że to czas najwyższy wrócić do domu. Ale nie pojawiły się. Niestety, jednak czas najwyższy wrócić do domu rzeczywiście nadszedł – wraz z nastaniem ostatniego wolnego dnia długiego weekendu. Jeszcze jakieś wygrzewanie się w słońcu, gra w siatkę, zwiedzenie pobliskiej stacji kolejowej. Były to nasze ostatnie wspólne bieszczadzkie chwile tego roku. Z pożądaniem czekamy na kolejną szansę wyjazdu w tenże rejon górski. Choć… przed nami na chwilę obecną do przedreptania jeszcze wiele innych szlaków. A gdy już wreszcie zatęsknimy do Bieszczad(ów) – wrócimy do nich z nie mniejszą radością.

Adrian Skoczylas – Kurczak

IMG_2574Przy łupkowskim schronisku. Na niedługo przed powrotem…


PS. więcej zdjęć z wyjazdu znajdziecie w naszej galerii:
https://picasaweb.google.com/110318016991029933622/Bieszczady811112014?noredirect=1