Dzień Otwarty AGH

Cześć!

Już jutro będzie można spotkać nas podczas Dnia Otwartego AGH! Szukajcie nas w okolicach Biblioteki Głównej ;)

2016-04-15_KSAF_AGH_DzienOtwarty_KKokosza16

A tak było kiedyś tam…;)                                             fot. KSAF

 

 

 

Wesołych Świąt!

Spokojnych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy,
Życzymy Wam tyle ile w naszej mocy.
Smacznego jajka – tak mówi tradycja,
Tylko czy to wytrzyma kondycja?
Czas pozytywną energię ładować,
Żeby móc z nowym zapałem wędrować!
Przekażcie życzenia tacie i mamie,
A w czwartek pośpieszcie na kolibowe spotkanie ;)

Wesołych Świąt!

IMG_0290

 

Powitanie wiosny ’18

Wiosna została oficjalnie powitana przez ok. 30-sto osobową grupę Kolibowiczów, którzy zeszły weekend spędzili w Beskidzie Żywieckim!

Naszym celem była Chatka AKT Dobrodziej w Sopotni Wielkiej. Większość z nas ruszyła szlakiem z Korbielowa przez Pilsko.

Wypad na Słowację ;)

Wakacje na Słowacji ;)

Niektórzy (niezupełnie celowo) obrali drogę z Zawoi przez Mędralową.

Drużyna alternatywna.

Drużyna alternatywna.

Na szczęście, pomimo początkowych przeciwności losu, obyło się bez strat w ludziach i wszyscy bezpiecznie dotarli na miejsce ;)

Który wujek ponosi?

Który wujek ponosi?

Nie oddychać!

Nie oddychać!

Byli wśród nas tacy szaleńcy, którzy udali się na wschód słońca…

Dzień dobry, Słoneczko!

Dzień dobry, Słoneczko!

…jak i tacy, którzy na dobranoc, czyli ok. 7 rano, postanowili skorzystać z chatkowej sauny, wieńcząc dzieło tarzaniem się w śniegu. Ten epizod niestety (a może na szczęście?) nie został udokumentowany. Oczywiście nie mogło obyć się bez śpiewów, gitarowego grania, a nawet tańców ;)

Więcej zdjęć (by Rafał, Krzysiu i ja) znajdziecie tutaj ;)

 

Maroko 2018

Cześć!

Pod koniec zeszłego tygodnia kilkuosobowa ekipa z Hawiarskiej przeżyła szok temperaturowy powracając do Polski z ferii w słonecznym Maroku. W tym północnoafrykańskim kraju spędziliśmy dwa tygodnie, przemierzając go od oceanu, przez pustynię, aż po Atlas Wysoki.

Od samego początku wzbogacaliśmy się o lokalną florę bakteryjną, łamiąc chyba wszystkie przewodnikowe zasady żywieniowe. Tadżiny stały się podstawowym elementem naszej diety, piliśmy przepyszne świeżo wyciskane soki z przyulicznych straganów, a przede wszystkim zakochaliśmy się w tradycyjnej miętowej marokańskiej herbatce, którą spożywaliśmy hektolitrami. Chociaż przyznaję, że pierwszy jej łyk był dla nas lekkim szokiem, ponieważ jest tak słodka, że aż gęsta :D

Tak samo jak towarzystwo dzikich zwierząt

Posiłek w towarzystwie dzikich zwierząt.

Obowiązkowy świeżo wyciskany sok!

Obowiązkowy świeżo wyciskany sok!

Marokańska herbatka, koniecznie polewana z wysoka, aby utworzyła się pianka.

Marokańska herbatka, koniecznie polewana z wysoka, aby utworzyła się pianka.

Pierwszym punktem naszej afrykańskiej podróży była malownicza osada Ait ben Haddou, w której kręcono m.in. Grę o Tron, Gladiatora, Asterixa i Kleopatrę czy Klejnot Nilu. Tam też po raz pierwszy spotkaliśmy bociany, co wszystkim sprawiło niezmierną radość ;)

Ait ben Haddou

Ait ben Haddou.

Wracajcie do nas szybko!!!

Wracajcie do nas szybko!!!

Następnie udaliśmy się do raju dla wspinaczy (i nie tylko) – wąwozu Todra. Niektórzy się wspinali, inni udali się na kilkugodzinny trekking, wieczorem natomiast zostaliśmy zaproszeni na  wieczór bębniarski, co nieco przypominało nam taką berberską Kolibę ;) A dzięki naszemu gospodarzowi – Moho – czuliśmy się tam jak w domu.

Trekking w Todrze.

Trekking w Todrze…

... i berberska Koliba ;)

… i berberska Koliba ;)

Kolejno przyszedł czas na Saharę, która zrobiła na nas wrażenie przede wszystkim dzięki swoim niezwykłym barwom. Zaliczyliśmy przejażdżkę na wielbłądach, sandboarding (z którego wyszedł nam taki afrykański „Zjazd na Bele Czem”), a wieczorem, ku naszemu zdumieniu, także i deszcz na pustyni. No i zachód słońca nam się nie za bardzo udał, bo chmury…

Naprzód, Poziomka!

Naprzód, Poziomka!

Takie tam z flagą.

Takie tam z flagą.

A po pustyni w końcu nadszedł czas na góry! Nie ma co się rozdrabniać, za cel obraliśmy sobie najwyższy szczyt Maroka – Jebel Toubkal (4167 m n.p.m.). Dotarliśmy do miejscowości Imlil, skąd wyruszyliśmy do schroniska pod Toubkalem położonego na wysokości 3200 m n.p.m. Wysokość wywarła na nas niesamowity wpływ i już przed 21 spaliśmy jak dzieci. Przynajmniej byliśmy jako tako tako wypoczęci, kiedy, jeszcze przed świtem, ruszyliśmy w drogę na szczyt. Widoki zrobiły na nas ogromne wrażenie,  był to jeden z najlepszych fragmentów naszej wyprawy. Jednak nie ma to jak góry ;) Tylko na szczycie ludzie trochę dziwnie się na nas patrzyli… Może to dlatego, że grillowaliśmy banany…? No ale przecież w Maroku nie da się dostać kiełbasy…!

Z flagą na Toubkalu ;)

Takie tam z flagą na Toubkalu ;)

Bananowy grill.

Bananowy grill.

Drugi tydzień był zdecydowanie bardziej leniwy. Z potwornymi zakwasami ruszyliśmy na suki (taki targ!) do Marrakeszu. Jeśli o mnie chodzi, było to dla mnie przeżycie dość traumatyczne. Ludzi (a przede wszystkim turystów) jest w Marrakeszu więcej niż wszędzie, a sprzedawcy są bardziej natarczywi niż wszędzie. Wąskie uliczki, z których nawet nie widać kawałka nieba, zastawione z obu stron straganami, z których każdy krzyczy, że koniecznie muszę coś kupić, przyprawiały mnie niemal o panikę. Na szczęście spędziliśmy tam tylko jeden dzień i ruszyliśmy nad ocean do Essaouiry, gdzie już było super ;) Targ tam również był, ale jakiś taki bardziej przyjazny, no i wydaliśmy  dużo dirhamków… Essaouira to też raj dla miłośników kotów – jest ich tam więcej niż gdziekolwiek i bardzo lubią się głaskać :D

Aaawwwww!

Aaawwwww!

Ale fala!

Ale fala!

Raj dla miłośników fotografowania zachodów słońca i mew...

Raj dla miłośników fotografowania zachodów słońca i mew…

MAROKO W PRAKTYCE

Pieniądze: Walutą w Maroku jest dirham (MAD). Najlepiej zabrać ze sobą euro (1 EUR to ok. 11 MAD). Należy zachowywać potwierdzenia otrzymywane w kantorach, bo mogą one być przydatne podczas wymiany dirhamów na euro w drodze powrotnej. Prawie o wszystko trzeba się targować, zbijając początkową cenę przynajmniej o połowę. Im bardziej cierpliwy i męczący jesteś, tym lepszy efekt :D

Transport: Podróżując lokalnymi autobusami należy przestawić się na czas afrykański, czyli nigdzie się nie śpieszysz nawet jak się śpieszysz. Częste są bowiem długie postoje, podczas których można wyjść na kawę, sok, a nawet obiad. Warto się przejechać i poznać miejscowy folklor, ale na dłuższą metę trochę to męczące. Następnym razem poważnie rozważylibyśmy wypożyczenie samochodu, co prawdopodobnie nie wyszłoby nas dużo drożej, a niewątpliwie pozwoliłoby zaoszczędzić dużo czasu.

Język: Kto chce się z tobą dogadać (bo chce na tobie zarobić), to się z tobą dogada po angielsku. A że zarobić chce każdy to raczej nie ma problemu.

Noclegi: Noclegi wyszukiwaliśmy na bieżąco na portalu booking.com albo na miejscu (jeszcze dobrze nie wysiądziesz z autobusu a już znajdzie się ktoś oferujący nocleg). Koszt to średnio ok. 20 zł.

Telekomunikacja: Jeśli chce się mieć jakąś łączność ze światem to warto zaopatrzyć się w marokańską kartę. 1 GB internetu kosztuje 4 zł, a zasięg jest naprawdę dobry. Jadąc autobusem przez środek niczego mogliśmy oglądać zwycięski skok Kamila Stocha podczas igrzysk w Pjongchang :D

Pustynia: Atrakcja, w skład której wchodziła przejażdżka na wielbłądach, sandboarding, nocleg na pustyni (z obiadem) i śniadanie po powrocie do hostelu kosztowała nas 30 euro od osoby. Była to cena raczej normalna, chociaż dałoby się taniej. W każdym razie na pewno nie drożej (przynajmniej poza sezonem), a niektórzy ponoć wydają nawet 200 euro. Polecamy przejażdżkę na wielbłądach (chociaż czuliśmy się trochę głupio, niczym na festynie na kucykach prowadzonych na sznurku), natomiast nocleg na pustyni już niekoniecznie. Jak ktoś ma ochotę to naszym zdaniem dużo sympatyczniej wybrać się tam na piechotę z własnym namiotem.

Toubkal: Góra stosunkowo łatwa do zdobycia, plany tu może pokrzyżować pogoda lub ewentualne oznaki choroby wysokościowej. Niezbędne były raki, które bez problemu można wypożyczyć w Imlil. Tak samo jak kijki, czekany, buty, a nawet kurtki. Nocleg w schronisku pod Toubkalem kosztuje 15 euro, natomiast 25 euro razem ze śniadaniem i kolacją. Turyści przez duże tfu mogą wykupić transport swoich walizek na kółkach do schroniska (do ostatniej wioski bagaże noszą muły, a dalej na plecach dźwigają je Marokańczycy).

Bal Przebierańców

Bal Przebierańców już za nami ;) Wasze przebrania były fantastyczne, a wybór najlepszych – niezwykle trudny. W tym roku zaszczytny tytuł Królowej Balu otrzymała Asia – „Pszczelara” (och, dziękuję! jestem wzruszona!), a Królem został Krzysiu – „Grażyna”.

Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę ;) … i obiecujemy, że kiedyś nauczymy się tańczyć Poloneza…

Taniec Króla i Królowej Balu oraz tłumy na parkiecie.

Taniec Króla i Królowej Balu oraz tłumy na parkiecie.

Więcej tłumów.

I więcej tłumów.

Przypominamy również, że już w przyszły weekend jedziemy do Chatki pod Niemcową na „Zjazd na Bele Czym”. Zapraszamy!