Półmetek Barbórki 2018

Cześć!

W zeszły weekend bawiliśmy się na międzypokoleniowym rajdzie „Półmetek Barbórki”, który odbył się na Przełęczy Knurowskiej. W sobotę niektórzy udali się na wycieczkę na Turbacz, inni wybrali słodkie lenistwo. Wieczorem natomiast ze śpiewem na ustach wspólnie zasiedliśmy przy ognisku, a nawet odbył się mecz siatkówki o bliżej nieokreślonych zasadach. Fajnie, że jesteście ;)

Do zobaczenia za pół roku na Barbórce!

Grupa "rannych ptaszków', którym udało się wstać na zdjęcie ;)

Grupa „rannych ptaszków”, którym udało się wstać na zdjęcie ;)

Majówka w Norwegii

Oprócz wycieczki na Ukrainę odbył się jeszcze jeden majówkowy wyjazd – tym razem w nieco bardziej odległe i chłodniejsze rejony.  W (podobno szczęśliwej) liczbie 7 osób zwiedziliśmy Norwegię. Plan naszej podróży był od początku idealnie określony, a opierał się na dwóch punktach: dolatujemy i zwiedzamy co popadnie ;)

DSC_0716

Pierwszy punkt planu zrealizowany perfekcyjnie!

Lądowanie w Trondheim mieliśmy około 22:30, gdzie idealna organizacja dała nam się po raz pierwszy. Optymistycznie założyliśmy, że bez problemu zmieścimy się w 7 – osobowym aucie. Rzeczywiście, my się zmieściliśmy, ale nasze bagaże miały z tym dużo większy problem. Po krótkich negocjacjach udało nam się wymienić nasz środek transportu na większy – 9 – osobowy. Wszyscy byli zadowoleni, no może poza kierowcą który na początku dość nieśmiale zapoznawał się z maszyną, którą przyszło mu prowadzić przez najbliższy tydzień.

2018-04-30_15-46-02_0016

A to miał „przyjemność” prowadzić Łukasz ;)

Z powodu problemów z samochodem, lotnisko udało nam się opuścić dopiero po kilku godzinach, więc pozostałą część tego dnia spędziliśmy na nocnym szukaniu  miejsca na nocleg. Efekty naszych poszukiwań możecie zobaczyć poniżej.

2018-04-30_07-12-42_0009

Zimno i zaraz przy drodze – tak się kończy szukanie noclegu po ciemku.

Na szczęście proste plany mają to do siebie, że nie da się w nich wiele zepsuć, więc dalsza część wyjazdu, choć dość chaotyczna, to okazała się być bardzo udana. Naszym pierwszym większym celem (i jak się potem okazało, praktycznie ostatnim) była chwalona przez wszystkich Droga Atlantycka, znajdująca się na południe od nas. Dotarcie do niej zajęło nam jakieś 2 dni, gdyż wiedzeni oszczędnością staraliśmy się, gdy tylko to było możliwe unikać przepraw promami, które są tam dość popularne. Mimo to, Norwegia potrafi zachwycić swoim pięknem praktycznie w każdym miejscu, więc drobne nadłożenie drogi pozwoliło nam zwiedzić jeszcze więcej miejsc wartych zobaczenia. Te, o których najbardziej trzeba wspomnieć, to dwie doliniki w okolicach parku narodowego Innerdalen. Na miejscu okazało się, że w tym samym czasie, kiedy na Ukrainie skóra schodzi od nadmiaru słońca, w Norwegii w niektórych miejscach nie zdążyła jeszcze zniknąć zima.

DSC_0798

Niby wiosna, a jednak zima.

DSC_0846

DSC_0863

Gdzie jest Grzesiek?

DSC_0980

Najważniejsze to być przygotowanym na wszytko, nawet na przemoknięcie butów.

DSC_1038

DSC_1111

Słynny most na Drodze Atlantyckiej.

Wcześniej wspomniałem, że Droga Atlantycka była jednym z ostatnich naszych większych celów. Stało się tak z kilku powodów. Po pierwsze, większość bardziej znanych turystycznie punktów znajdowała się na południe od nas, a niestety deszczowa pogoda kazała nam uciekać ku trochę bardziej słonecznej północy. Po drugie, łatwo zauważyć, że droga ta, choć ładna i ciekawa, to jednak tyle samo radości daje zwiedzanie każdego innego fragmentu Norwegii, który niekoniecznie opisany jest w przewodnikach.

IMG_1013

Tak jest tam, gdzie według map nie ma nic ciekawego.

DSC_1243

DSC_1250 DSC_1338

Pozostałe dni upłynęły nam na zwiedzaniu wszystkiego, co tylko wydało nam się interesujące, jedzeniu wątpliwej jakości obiadów i przesłuchiwaniu podczas jazdy hitów ostatnich dekad. W tej części wyjazdu pogoda trochę mniej nas rozpieszczała, racząc nas na zmianę trwającymi prawie cały dzień deszczami i nagłymi atakami pięknej pogody. Ostatecznie, najbardziej wysuniętym punktem na północ, do którego udało nam się dotrzeć, było miasteczko Namsos.

DSC_1411

DSC_1418

Ukryte jeziorka na wyspie Otteroya

DSC_1544

Kiedy nieciekawa pogoda stwarza idealne warunki do zdjęć (jezioro Snåsnavatnet)

IMG_1283

A to już 2 godziny po zrobieniu zdjęcia powyżej.

Ostatnie dwie noce spędziliśmy na campingach, korzystając z dobroci cywilizacji takich jak prysznic czy kuchnia i powoli starając się pogodzić z nieuchronnie nadchodzącym powrotem do Polski. W dzień wylotu zdecydowaliśmy się jeszcze na zwiedzenie Trondheim, jednak zgodnie z przewidywaniami Norwegia ma dużo więcej do zaoferowania na łonie natury niż w swoich niezbyt imponujących miastach.

IMG_1244IMG_2498

W Krakowie wylądowaliśmy w niedzielę o 19:40, gdzie skuszeni niższymi cenami i spragnieni prawdziwego mięsa (parówki to nie mięso!) wybraliśmy się jeszcze na wspólne burgery :D

IMG_2766

Czyści, najedzeni i szczęśliwi

Norwegia powitała nas pięknymi widokami, kapryśną pogodą i chłodnymi nocami. Norweskie ceny noclegów, jedzenia i zasadniczo wszystkiego są bardzo wysokie, jednakże nasz sposób podróżowania nie dość że dawał bardzo dużą swobodę, to jeszcze był jedynym, na jaki można sobie pozwolić przeciętny student. Łącznie udało nam się przejechać jakieś 1700km po drogach tego kraju, co jest tak naprawdę drobnym fragmentem tego, co ma on do zaoferowania.

 Przykładowe ceny w Norwegii:

  • diesel: 13.50-14.80 NOK/litr
  • woda kupiona na stacji (0,5l): 32NOK
  • nocleg w namiocie na campingu: około 250 NOK
  • chleb: około 30 NOK
  • ryż: 22NOK/400g
  • piwo (lager): 28NOK

Kurs NOK:1 korona norweska ≈ 0,45 złotego polskiego

Majówka na Ukrainie

W ostatnim czasie Koliba w dość licznym, bo 15-osobowym składzie, gościła na Ukrainie. Celem wyjazdu majówkowego były kolejno: Połonina Borżawa, Krasna oraz pasmo Świdowca. Wszak wyjazdy na Ukrainę okraszone mogą być nutką sentymentalizmu ze względu na wspomnienie rozmiaru dawnych granic państwa Polskiego, tak wspomniane pasma całkowicie w jego granicach nigdy się nie znalazły. Po kolei.

Od kolei właśnie się zaczęło. Piątkowym popołudniem grupa kolibowiczów wyruszyła w kierunku Przemyśla, by po przejściu granicy na piechotę dotrzeć do Lwowa busem i przenocować w jednym z nieodległych dworcowi kolejowemu hosteli. Długo trwała debata na temat miejsca rozpoczęcia wędrówki, gdyż nie wszystkim uczestnikom udało się dotrzeć do Lwowa na czas. Ostatecznie stanęło na dojeździe nie do Wołowca, a do miejsca położonego na kolejowej magistrali do Mukaczewa kilka stacji dalej i oznaczonego jako „станція 1662 км”. Podróż trwała tylko 5 godzin – niecałe 200 km. Dzięki temu, już po zanotowaniu pierwszego biwaku w warunkach połonińskich, mogliśmy kolejnego dnia pozwolić sobie na zdobycie najwyższego szczytu Połoniny Borżawy, którym jest Stij/Stoj (1677 lub 1681 m npm – tak, Ukraińcy lubią podawać różne wartości wysokości).

DSC_0045

Pozostałości po radzieckiej stacji radarowej na szczycie Stija.

DSC_0046

Stij w koronie Beskidów. Nowohucki Oddział PTTK pozdrawia.

DSC_0049

Tłumy Kolibantów.

W tym wariancie ścigający nas Darek oczekiwał na Gimbie, poważanym w środowisku „morskookich” turystów oraz paralotniarzy szczycie (dostęp dzięki wyciągowi). Po znacznej poprawie pogody popołudniem i skutkującymi tym faktem pierwszymi oparzeniami, już w krajobrazie bardziej bieszczadzkim niż babiogróskim, udało się dotrzeć do Przełęczy Przysłop. Ok. 22 km trasy z ciężkim plecakiem (niektórzy mieli zapasy na długie 9 dni!) i sumą podejść równej ok. 1200 m mogło dać się we znaki. Kolejnego dnia na wejście na Połoninę Kuk zdecydowało się tylko 20% uczestników wyprawy – reszta spokojnym krokiem schodziła w kierunku Mizhirii, by jeszcze po drodze móc nieco odświeżyć się w pierwszym ze sklepów oraz złapać stopa na 12 osób. Po znalezieniu kwatery w centrum miasteczka nadszedł czas rzewnych pożegnań.

DSC_0235

Sielankowe zejście do Mizhirii. Widok na wyższą część Borżawy, dominuje Żyd-Magura.

DSC_0266

Autostop na 24 stopy.

Rankiem 6 osób udało się w drogę powrotną do Lwowa i dalej do Polski. Brawurowa dziewiątka musiała podzielić się i łapać taksówkę do Kołoczawy, by z powodzeniem móc zrealizować plan dnia – wdrapać się na najwyższe wzniesienie Połoniny Krasnej, którym jest Syhłański (1564 m npm). Z przyczyn zdrowotnych, w połączeniu z problemami komunikacyjnymi jak i zanotowaniem ubytku w bagażu jednego z uczestników drugiej grupy, nie udało się wspólnie wykonać wspomnianego w poprzednim zdaniu zadania. Pierwsza zanocowała na połoninie, a pozostali zdobyli najwyższy szczyt na lekko, by na nocleg zejść w doliny.

DSC_0296

Pakowanie się na taksówkę w ten sposób może zaskutkować stratami bagażu.

DSC_0362

W drodze na Syhłański. W tle Gorgany – Strimba.

DSC_0378

Takie tam pozostałości planów przeciągnięcia gazociągu przez grzbiet.

DSC_0399

Piękno Połoniny Krasnej.

DSC_0405

 

Dopiero kolejnego dnia, wieczorem, doszło do spotkania kolibowych wędrowców – już w Ust Czornej. W międzyczasie w kierunku Lwowa ewakuowali się Ania z Mateuszem. Przed pozostałą siódemką została już ostatnia, choć w sumie najbardziej wymagająca fizycznie część wyjazdu – najdłuższe w Europie pasmo połonińskie, a więc Świdowiec z najwyższą Bliźnicą (1881 m npm). Wędrówka trwała 3 dni – z czego 2.5 dnia, nieprzerwanie, połoniną. Dopiero ostatnie dwa dni wiązały się z opadami deszczu – typowe konwekcyjne, popołudniowe górskie burze. Nad Niziną Węgierską czy Podkarpaciem nieustannie widniało błękitne niebo bez jednej choćby chmurki. Dziwnie to zabrzmi, ale mimo wszystko w całym tym trwającym niemal 9 dni skwarze opady były może nie oczekiwane, ale jak najbardziej mile widziane – niektórym skóra zdążyła zejść w co bardziej podatnych miejscach po dwakroć.

DSC_0486

Tuż po wyjściu z lasu w drodze z Ust-Czornej na Tempę.

DSC_0522

Na horyzoncie miejsce pierwszego noclegu na Świdowcu.

DSC_0538DSC_0556

DSC_0614

Od głównego grzbietu Świdowca odchodzą południkowo liczne płaje (zalesione). Na horyzoncie pogranicze rumuńsko-ukraińskie – Marmarosze (w części ukraińskiej zwane Górami Rachowskimi).

DSC_0626

DSC_0733

Zmiana pogody.

DSC_0752

DSC_0791

Wielka Bliźnica, 1881 m npm. „A po burzy spokój”.

DSC_0830

Bliźnica. W tle Czarnohora.

DSC_0844

Pamiątkowa fotka na szczycie.

 

Ostatni, trzeci dzień wędrowania przez Świdowiec, stanowił pożegnanie z górami. Zejście do malowniczo położonych Kwasów oraz możliwość zjedzenia tam czegoś, co mimo wszystko częściej spotyka się w dolinach aniżeli w górach, była bardzo przyjemnym doświadczeniem. Oczekiwanie na dworcu na nocny pociąg przy jednotorowej w tym miejscu linii kolejowej relacji Rachów-Lwów mogło w pamięci nieco bardziej doświadczonych kolibowiczów przywołać wspomnienia sprzed lat. Jakim cudem przed laty nie stanowiło problemu umycie się w pobliskim „źródełku”..?

DSC_0951DSC_0954

DSC_0964

Kwasy.

DSC_0972

Pobudka we Lwowie po bardzo krótkiej nocy, obfite śniadanie w sprawdzonej knajpie i droga na Szeginie. Na pożegnanie z upalnym słońcem 3 godziny stania w kolejce na pieszym przejściu do Medyki. Zakupy w strefie bezcłowej, łapanie pociągu na Kraków i – licząc od godz. 1.03 (nocny pociąg z Kwasów – jak zawsze zgodnie z rozkładem) – po 22 godzinach spędzonych w podróży, udało się wrócić do miejsca rozpoczęcia wyjazdu. Ukraińskie góry raczył nas żarem lejącym się z nieba, względną trudnością w zdobyciu wody pitnej, ale przede wszystkim swą rozległością, pięknem i majestatem.  Widoki w kierunku m.in. Bieszczadów Wschodnich, Gorganów, Marmaroszy, Czarnohory rozbudzały wyobraźnię i tylko wyostrzały nam apetyt na kolejne wyprawy w te urokliwe zakątki.

Koszty wyjazdu:

  • bilet kolejowy Kraków-Przemyśl 22,5 PLN (45 PLN normalny)
  • przejazd Przemyśl-Medyka 2 PLN
  • przejazd Szeginie-Lwów 20 PLN
  • nocleg Lwów 20 PLN
  • dojazd do „станція 1662 км” 2 PLN (tak, za prawie 200 km)
  • nocleg Mizhiria 20 PLN
  • taksówka Mizhiria-Kołoczawa (Bradowiec) 13 PLN
  • nocleg na campingu w Bradowcu 20 PLN w pokoju, 4.5 PLN pole namiotowe
  • nocleg Ust-Czorna 20 PLN
  • przejazd Kwasy-Lwów 13 PLN („kupiejnyj”, a więc 4-osobowy przedział)
  • marszrutka Lwów-Szeginie 6.5 PLN
  • 2 PLN Medyka-Przemyśl, 22.5/45 PLN dojazd do Krakowa

Poniżej orientacyjna punktacja do GOT. Priv po więcej szczegółów (w książeczce GOT należy umieścić też punkty pośrednie).

Punkty GOTZ górskim pozdrowieniem,
Adrian Skoczylas – Kurczak

Dzień Otwarty AGH

Cześć!

Już jutro będzie można spotkać nas podczas Dnia Otwartego AGH! Szukajcie nas w okolicach Biblioteki Głównej ;)

2016-04-15_KSAF_AGH_DzienOtwarty_KKokosza16

A tak było kiedyś tam…;)                                             fot. KSAF

 

 

 

Wesołych Świąt!

Spokojnych, radosnych Świąt Wielkiej Nocy,
Życzymy Wam tyle ile w naszej mocy.
Smacznego jajka – tak mówi tradycja,
Tylko czy to wytrzyma kondycja?
Czas pozytywną energię ładować,
Żeby móc z nowym zapałem wędrować!
Przekażcie życzenia tacie i mamie,
A w czwartek pośpieszcie na kolibowe spotkanie ;)

Wesołych Świąt!

IMG_0290